Byłem wściekły na ojca. Kolejny raz truł mi że przez dziewczyny mam same problemy. Ale Effy to nie moja dziewczyna, my się nawet nie lubimy a co dopiero myśleć o chodzeniu. Dodatkowo powiedział mi że przynoszę same problemy i na Amy jego dzieci powinny się skończyć. Nie powiem za bolało mnie to ale to mój ojciec on zawsze taki jest. Wyszedłem z gabinetu trzaskając drzwiami i znieruchomiałem, na krześle siedziała Effy pstrykająca coś na swoim telefonie gdy uniosła wzrok zobaczyłem że ma zaszklone oczy, musiało mi się zdawać bo Effy nigdy nie płacze.
- Co tu robisz - zapytałem jednak nie uzyskałem odpowiedzi, po prostu wstała i ruszyła do wyjścia a ja poszedłem za nią.
- Twój ojciec jest chory. Jak można coś takiego powiedzieć dziecku. Amy nie była lepsza była nawet gorsza. - Zatrzymałem się w pół kroku i spojrzałem na nią jednak ona nie patrzyła na mnie tylko przed siebie. Czy ona to powiedziała czy sobie to uroiłem?
- Czy lubisz swojego ojca?? - zapytała lekko przesyłając głowę dalej na mnie nie popatrzyła.
- Co cię to obchodzi Effy.? Przecież ciebie nic nie obchodzi - powiedziałem nie zbyt miło, wiedziałem że jej nie uważałem bo moje słowa po niej spływają.
- Ojciec to ojciec a twój cię kocha. Pamiętaj że nie ważne ile słów powie powinieneś się nad nimi zastanowić. - Powiedziała odwracając się i odeszła, zostawiając mnie samego i zdezorientowanego.
Sam poszedłem do Ashtona który kazał natychmiast wpaść .
Wchodząc do mieszkania usłyszałem muzykę i wrzaski. Za drzwiami zobaczyłem pełno ludzi trzymających czerwone kubki z piwem, choć na zegarze była dopiero 17:30 wszyscy byli już nieźle wstawieni.
- Ashton impreza we wtorek i to o 17:30 .? - zapytałem opierając się o framugę drzwi do salonu.
- Stary Emilia...co zrobiła Emilia..?? A tak Emilia dostała 6 z plastyki - krzyknął na cały głos, a ludzie zaczęli bić brawo.
- Jaka do kurwy nędzy Emilia ? - zapytałem po raz kolejny ale Ashton się zachwiał i zwymiotował do wazonu więc nie uzyskałem odpowiedzi , skrzywiłem się z obrzydzenia i jak najszybciej odszedłem zostawiając go samego. W jego domu byli wszyscy z liceum i także parę jego znajomych z wyższych sfer jak on to mówi, miałem ochotę stąd wyjść ale gdy mignęły mi ciemne włosy Effy przed oczami zamierzałem iść za nimi. Doszedłem na taras gdzie dziewczyna stała rozmawiając z jakimś chłopakiem, wydawała się zdenerwowana a ja jak ostatni idiota ukryłem się za drzewem i zacząłem podsłuchiwać.
- Nikodem nie wiem na co liczysz ale ja ci w tym nie pomogę - dziewczyna miała ochotę odpalić papierosa ale chłopak go jej wtrącił.
- Mówię ci że musisz mi pomóc, to tylko parę gramów - chłopak podniósł głos a Effy się skrzywiła.
- Po pierwsze nie krzycz na mnie. Po drugie sam to sobie trzymaj - powiedziała teatralnie wyliczając na palcach.
- Suka - warknął chłopak i ją mocno pchnął a ona poleciała na barierkę mocno o nią uderzając.
- To że ty wpieprzyłeś się w to gówno to nie znaczy że ja też muszę - zdziwiło mnie to że nie okazywała bólu choć musiało ją to koszmarnie boleć a w jej spojrzeniu migały ogniste iskierki.
- Kochanie pomagasz temu Hemmingsowi to pomóż mi - jego twarz była niebezpiecznie blisko, ona pomaga niby mi?? Niby skąd mogą wiedzieć że mam problemy z dragami.
- Nie pomagam mu - szepnęła marszcząc brwi.
- Kochanie wiem co robisz i znam każdy twój ruch - chłopak zacisnął rękę na jej ramieniu a ona syknęła z bólu.
- Radź sobie sam Tenison - chłopak się wkurzył a ja uznałem to za znak wkroczenia do akcji. Podszedłem do niego i bezceremonialnie uderzyłem go w kark na co on poleciał na ziemię.
- co do kurwy - jęknął a ja pochyliłem się nad nim.
- Wydaje mi się że ona nie chce z tobą gadać - powiedziałem a chłopak wstał wściekły i wrócił do środka. Spojrzałem na Effy oczekując podziękowań lecz ona wydała się zła o co tu chodzi.?
- Och dziękuje ci Lukę że mi pomogłeś - powiedziałem za nią a później sobie odpowiedziałem - Nie ma za co.
- Och zamknij się - powiedziała przewracając oczami. - Nie prosiłam cię o pomoc to nie mam ci za co dziękować.
- Wydawało mi się że potrzebować tej pomocy - Warknąłem robiąc krok do tyłu.
- Ale cię nie prosiłam więc nie oczekuj że ci podziękuje - Dziewczyna była wkurzona, A ja nie wiedziałem o co.
-Dobra jeśli tak nie potrzebujesz pomocy to ci nie pomogę nara. - Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem.
O co ona była zła przecież ja jej pomogłem. Gdyby nie ja to pewnie ten chłopak by ją uderzył. Spojrzałem na zegarek i była 18:54 kiedy ten czas tak szybko minął.? Pożegnałem się z Ashtonem i wróciłem do domu gdzie czekał na mnie wściekły ojciec.
- O co chodzi? - Zapytałem kierując się do swego pokoju.
- Spadaj gówniarzu, Mam zaraz ważne spotkanie - przewróciłem oczami. - Więc lepiej udawaj że cię nie ma.
Panie i panowie oto Hugo Hemmings ojciec który kocha bardziej prace niż twoje dziecko. Gdy wszedłem do pokoju zauważyłem na moim łóżku leżała biała koperta. Nie zaadresowana a w środku było widać dwie wypukłości. Otworzyłem kopertę a z środka wypadł list i woreczek amfetaminy.
Drogi Luku.
SŁYSZAŁEM o twoim problemie. Jeśli tak bardzo lubisz narkotyki to może je posprzedajesz bo dostałem cynka że brakuje ci hajsu. Do listu dorzuciłem woreczek amfy. Masz mi go sprzedać dziś o 22:43 obok starych magazynów. Jeśli tego nie zrobisz to twój tato dowie się jakiego ma beznadziejnego synka.
Popatrzyłem kolejny raz na zegarek była trzecia czterdzieści pięć obawiam się że to był żart ale minutę potem usłyszałem kroki Odwróciłem się i zobaczyłem kogoś kogo nie chciałem zobaczyć.
- Ja pierdole ty mnie prześladujesz - powiedziała dziewczyna mieszcząc brwi.
- Co ty tu robisz? - Zapytałem ostro a ona wzruszyła ramionami.
- Przyszłam po coś co masz mi dać. - Podeszła do mnie a ze swojej kurtki wyjęła 100$.- Nie wiedziałam że dla niego pracujesz.
- Dla kogo? -Zapytałem biorąc pieniądze a dając jej biały woreczek.
- A czyli jesteś kolejną zabawką - Powiedziała chowając woreczek do wysokich butów.
ʹ- Kogo zapytałem - a ona się roześmiała.
- Największego i najlepszego dilera na tym kontynencie. - otworzyłem usta wywołując u niej jeszcze większy śmiech.
- Wyplątaj się z tego jak najszybciej bo będziesz mieć przejebane w życiu - wyszeptała zostawiając mnie samego w ciemnym zaułku.
Ruszyłem w kierunku domu rozmyślają o nikim innym jak o Effy, dziewczynie której nienawidzę. Effy od najmłodszych lat była tajemniczaͺ nie była również typową dziewczyną. Zawsze ubrana w ciemne kolory a najjaśniejszy kolorem jej ubioru był szary, nigdy nie płakała, nigdy się nie podawała. Kiedy coś jej nie wychodziło próbowała do skutku aż jej wyszło, broniła wszystkich w okół ale sama sobie nie dała pomóc . Mówiła prosto z mostu i nie przejmowała się konsekwencjami teraz jej tajemniczość nasiliła się a jej mówienie zmieniło się w dogryzanie, nie pomaga również ludziom raczej sprawia im problemy jedyne co zostało to jej zawziętość. Mam jedno pytanie kto tak zmienił Effy..!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz