środa, 25 czerwca 2014

Day 003 ~

                                            P.O.V. Luke ~

Byłem wściekły na ojca. Kolejny raz truł mi że przez dziewczyny mam same problemy. Ale Effy to nie moja dziewczyna, my się nawet nie lubimy a co dopiero myśleć o chodzeniu. Dodatkowo powiedział mi że przynoszę same problemy i na Amy jego dzieci powinny się skończyć. Nie powiem za bolało mnie to ale to mój ojciec on zawsze taki jest. Wyszedłem z gabinetu trzaskając drzwiami i znieruchomiałem, na krześle siedziała Effy pstrykająca coś na swoim telefonie gdy uniosła wzrok zobaczyłem że ma zaszklone oczy, musiało mi się zdawać bo Effy nigdy nie płacze.
- Co tu robisz - zapytałem jednak nie uzyskałem odpowiedzi,  po prostu wstała i ruszyła do wyjścia a ja poszedłem za nią.
- Twój ojciec jest chory. Jak można coś takiego powiedzieć dziecku. Amy nie była lepsza była nawet gorsza. - Zatrzymałem się w pół kroku i spojrzałem na nią jednak ona nie patrzyła na mnie tylko przed siebie. Czy ona to powiedziała czy sobie to uroiłem?
- Czy lubisz swojego ojca?? - zapytała lekko przesyłając głowę dalej na mnie nie popatrzyła.
- Co cię to obchodzi Effy.? Przecież ciebie nic nie obchodzi - powiedziałem nie zbyt miło, wiedziałem że jej nie uważałem bo moje słowa po niej spływają.
- Ojciec to ojciec a twój cię kocha. Pamiętaj że nie ważne ile słów powie powinieneś się nad nimi zastanowić. - Powiedziała odwracając się i odeszła, zostawiając mnie samego i zdezorientowanego.
Sam  poszedłem do Ashtona który kazał natychmiast wpaść .
Wchodząc do mieszkania usłyszałem muzykę i wrzaski. Za drzwiami zobaczyłem pełno ludzi  trzymających czerwone kubki z piwem, choć na zegarze była  dopiero 17:30 wszyscy byli już nieźle wstawieni.
- Ashton impreza we wtorek i to o 17:30 .? - zapytałem opierając się o framugę drzwi do salonu.
- Stary Emilia...co zrobiła Emilia..?? A tak Emilia dostała 6 z plastyki  - krzyknął na cały głos, a ludzie zaczęli bić brawo.
- Jaka do kurwy  nędzy Emilia ? - zapytałem po raz kolejny ale Ashton się zachwiał i zwymiotował do wazonu więc nie uzyskałem odpowiedzi , skrzywiłem się z obrzydzenia i jak najszybciej odszedłem zostawiając go samego. W jego domu byli wszyscy z liceum i także parę jego znajomych z wyższych sfer jak on to mówi, miałem ochotę stąd wyjść ale gdy mignęły mi ciemne  włosy Effy  przed oczami zamierzałem iść za nimi. Doszedłem na taras gdzie dziewczyna stała rozmawiając z jakimś  chłopakiem, wydawała się zdenerwowana a ja jak ostatni idiota ukryłem się za drzewem i zacząłem podsłuchiwać.
- Nikodem nie wiem na co liczysz ale ja ci w tym nie pomogę - dziewczyna miała ochotę odpalić papierosa ale chłopak go jej wtrącił.
- Mówię ci że musisz mi pomóc, to tylko parę gramów - chłopak podniósł głos a Effy się skrzywiła.
- Po pierwsze nie krzycz na mnie. Po drugie sam to sobie trzymaj - powiedziała teatralnie wyliczając na palcach.
- Suka - warknął chłopak i ją mocno pchnął a ona poleciała na barierkę mocno o nią uderzając.
- To że ty wpieprzyłeś się w to gówno to nie znaczy że ja też muszę - zdziwiło mnie to że nie okazywała bólu choć musiało ją to koszmarnie boleć a w jej spojrzeniu migały ogniste iskierki.
- Kochanie pomagasz temu Hemmingsowi to pomóż mi - jego twarz była niebezpiecznie blisko, ona pomaga niby mi?? Niby skąd mogą wiedzieć że mam problemy z dragami.
- Nie pomagam mu - szepnęła marszcząc brwi.
- Kochanie wiem co robisz i znam każdy twój ruch - chłopak zacisnął rękę na jej ramieniu a ona syknęła z bólu.
- Radź sobie sam Tenison - chłopak się wkurzył a ja uznałem to za znak wkroczenia do akcji. Podszedłem do niego i bezceremonialnie uderzyłem go w kark na co on poleciał na ziemię.
- co do kurwy - jęknął a ja pochyliłem się nad nim.
- Wydaje mi się że ona nie chce z tobą gadać - powiedziałem a chłopak wstał wściekły i  wrócił do środka. Spojrzałem na Effy oczekując podziękowań lecz ona wydała się zła o co tu chodzi.?
- Och dziękuje ci Lukę że mi pomogłeś - powiedziałem za nią a później sobie odpowiedziałem - Nie ma za co.
- Och zamknij się - powiedziała przewracając oczami. - Nie prosiłam cię o pomoc to nie mam ci za co dziękować.
- Wydawało mi się że  potrzebować tej pomocy - Warknąłem robiąc krok do tyłu.
- Ale cię nie prosiłam więc nie oczekuj że ci podziękuje - Dziewczyna była wkurzona, A ja nie wiedziałem o co.
-Dobra jeśli tak nie potrzebujesz pomocy to ci nie  pomogę nara. - Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem.
O co ona była zła przecież ja jej pomogłem. Gdyby nie ja to pewnie ten chłopak by ją uderzył. Spojrzałem na zegarek i była 18:54 kiedy ten czas tak szybko minął.?  Pożegnałem się z Ashtonem  i wróciłem do domu gdzie czekał  na mnie wściekły ojciec.
- O co chodzi? - Zapytałem kierując się do swego pokoju.  
- Spadaj gówniarzu, Mam zaraz ważne spotkanie - przewróciłem oczami. - Więc lepiej udawaj że cię nie ma.
Panie i panowie oto Hugo Hemmings ojciec który kocha bardziej prace niż twoje dziecko. Gdy wszedłem do pokoju zauważyłem na moim łóżku leżała biała koperta. Nie zaadresowana a w środku było widać dwie wypukłości. Otworzyłem kopertę a  z środka  wypadł list i woreczek amfetaminy. 

Drogi Luku. SŁYSZAŁEM o twoim problemie. Jeśli tak bardzo lubisz narkotyki to może je posprzedajesz bo dostałem cynka że brakuje ci hajsu. Do listu dorzuciłem woreczek amfy. Masz mi go sprzedać dziś o 22:43 obok starych magazynów. Jeśli tego nie zrobisz to twój tato dowie się jakiego ma beznadziejnego synka. 

Matko o co tu chodzi? Co ja komuś zrobiłem. Ale muszę to zrobić bo mój ojciec jak się dowie że mam problemy z narkotykami to mnie wydziedziczy.

    Popatrzyłem kolejny raz na zegarek była trzecia czterdzieści pięć obawiam się że to był żart ale minutę potem usłyszałem kroki  Odwróciłem się i  zobaczyłem kogoś kogo nie chciałem  zobaczyć.
- Ja pierdole ty mnie prześladujesz - powiedziała dziewczyna mieszcząc brwi.
- Co ty tu robisz? - Zapytałem ostro a ona wzruszyła ramionami.
- Przyszłam po coś co masz mi dać. - Podeszła do mnie a ze swojej kurtki wyjęła 100$.- Nie wiedziałam że dla niego pracujesz.
-  Dla kogo? -Zapytałem biorąc pieniądze a dając  jej biały woreczek. 
- A czyli jesteś kolejną zabawką - Powiedziała chowając woreczek do wysokich butów.
ʹ- Kogo zapytałem - a ona się roześmiała.
- Największego i  najlepszego dilera  na tym kontynencie. - otworzyłem usta wywołując u niej jeszcze większy śmiech.
- Wyplątaj się z tego jak najszybciej bo będziesz mieć przejebane  w życiu - wyszeptała zostawiając mnie samego w ciemnym zaułku.
Ruszyłem w kierunku domu rozmyślają o nikim innym jak o Effy, dziewczynie której nienawidzę. Effy od najmłodszych lat była tajemniczaͺ nie była również typową dziewczyną. Zawsze ubrana w ciemne kolory a najjaśniejszy kolorem jej ubioru był szary, nigdy nie płakała, nigdy się nie podawała. Kiedy coś jej nie wychodziło próbowała do skutku aż jej wyszło, broniła wszystkich w okół ale sama sobie nie dała pomóc . Mówiła prosto z mostu i nie przejmowała się konsekwencjami teraz jej tajemniczość nasiliła się a jej mówienie zmieniło się w dogryzanie, nie pomaga również ludziom raczej sprawia im problemy jedyne co zostało to jej zawziętość. Mam jedno pytanie kto tak zmienił Effy..!? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz