- Effy..?? Coś się stało - zapytała podenerwowana.
- Nie.! Dyrektor kazał mi pani pomóc w tych listach - powiedziałam siadając na przeciw niej.
- Och..dobrze ale mogla byś przyjść o 12:35 bo wtedy mam czas - pokiwałam głową.
- O i Effy nie chwal się że to robisz bo wiesz uczniowie nie za bardzo..nie chcą się zwierzać tobie - powiedziała gdy zamykałam drzwi, dokładnie wtedy zadzwonił dzwonek.
Na korytarz wyszli uczniowie, wszyscy zmierzali w jedno miejsce.
Na zewnątrz z powodu pięknej pogody która zostanie zniszczona za kilka tygodni.
Szłam korytarzem za resztą uczniów rozglądając się uważnie.
Szukałam blond czupryny, wzdrygnęłam się gdy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Hej to mnie szukasz.? - zapytał niepewnie Maxxi a ja kiwnęłam głową.
- Właśnie tak - powiedziałam gdy wychodziliśmy ramie w ramie ze szkoły.
- To o co chodzi ? - zapytał pomagając mi wskoczyć na wysoki murek obok wejścia.
- Dzięki. Martwię się o Selene, i wiem że ty też - powiedziałam patrząc w jego niebieskie oczy tak bardzo podobne do Nialla
I Luka..
- Wydaje się chora - powiedział chłopak bawiąc się swoimi palcami.
- Jest. Głoduje a jej organizm potrzebuje jedzenia. - powiedziałam głosem znawcy. - Przechodzi przez teraz ciężki etap bo jeśli nic nie weźmie do ust zaczną się bardzo częste omdlenia, krwotoki co prowadzi do różnych chorób. Musisz jej pomóc.
- Dlaczego ja ? - zapytał chłopak tym razem patrząc na mnie.
- Nie będzie chciała ode mnie nic. Po za tym ciebie lubi a i ja nie pomagam ludziom. - powiedziałam patrząc w przestrzeń.
- Tak samo jak nie pomagasz mi czy może mojej siostrze..? - powiedział ironicznie a ja zamknęłam oczy.
- Musisz namówić ją na zjedzenie tego - podałam mu listę posiłków. - W odstępie 1,5 godzinnym i nie pozwól żeby poszła do łazienki. Jeśli prośby nie podziałają..dodaj jej to do wody a potem ją nakarm.
Najlepiej dzisiaj.
Włożyłam mu do ręki tabletki i zeskoczyłam z murku.
- Nie zawiedź mnie. Liczę na ciebie - powiedziałam i odeszłam
szlam przez korytarz rozmyślając.
Jeśli Maxxi zrobi to co mu każe, Selena nie trafi na oddział. Czyli jej sprawa jest załatwiona.
Spojrzałam na swój plan lekcji w telefonie. Teraz miałam zajęcia z tańca co oznacza że muszę iść do swojej szafki po strój.
Zamknęłam szafkę wściekła bo nie zabrałam ze sobą koszulki a w swojej bluzie nie mogę tańczyć bo ją przepocę i będę w takiej chodzić po szkole..? nie to nie dobry pomysł.
- Co tak się wściekasz dzieciaku..? - usłyszałam obok siebie irytujący głos.
- Nie mam stroju do tańca - warknęłam w stronę Luka.
- A to co .? - wskazał na leginsy.
- Nie mam koszulki - powiedziałam przewracając oczami.
- A twój chłopak nie może ci pożyczyć.? - zapytał arogancko a ja popatrzyłam na niego unosząc brwi.
- Nie mam chłopaka. A jeśli chodzi ci o Nialla to on właśnie wyszedł - powiedziałam. Niall zerwał się z lekcji bo musiał, szczerze to pojechała do piątku do Kanady razem z Calumem i Tomilsonem na jakiś mecz i powiadomili mnie dzisiaj po rozmowie z Maxxim że jadą a ja mam jakoś ich usprawiedliwić bo planowali to od tygodnia.
- A reszta twoich chłopaków - zapytał a ja przypomniałam sobie o jego obecności.
- Masz mnie z dziwkę czy co ? - zapytałam kierując się w stronę sali do tańca.
- No wiesz cały czas chodzisz i przytulasz wszystkich więc. - powiedział drapiąc się po karku a ja się roześmiałam.
- To że mam przyjaciół chłopaków robi ze mnie dziwkę..? - zapytałam sarkastycznie a on..czekajcie on się zarumienił..Boże to była najsłodsz..
Nie kończ tego zdania Hood.
powiedziała moja podświadomość a ja skarciłam się w myślach.
- Nie to znaczy..- zaczął się jąkać a ja uśmiechnęłam szyderczo.
- Jest jakiś cel tej rozmowy.? - zapytałam rzeczowo a on pokiwał głową.
- Jesteśmy razem w zespole wiec kiedy się spotkamy żeby wszystko uzgodnić.? - zapytał idąc obok mnie a ja postukałam się placem po brodzie.
- Dziś w kozie, Michael ma też kare wiec jest dobrze a Perrie przyjdzie, Niallowi wszystko przekaże - powiedziałam siadając na ławce przed salą.
- Dobry pomysł - powiedział przegryzając swojego kolczyka w wardze.
- Jak każdy - powiedziałam opierając się o ścianę, wiedziałam że chłopak chce coś mi jeszcze powiedzieć ale się nad tym zastanawia.
- Bardzo potrzebujesz tej koszulki..? - zapytał przejeżdżając dłonią po włosach.
- Bez niej nie mogę tańczyć bo mnie nie wpuszcza na zajęciach jeśli jesteś w szkole a nie ma cię na zajęciach wylatujesz - powiedziałam chowając twarz w swoich dłoniach.
- Wow - powiedział patrząc zdziwiony na nasza sale. Taka jest prawda nasz instruktor ( To nie Styles on uczy inna grupę )
Jest bardzo surowy, każe zmieniać strój i być na czas.
- A jaka ma być ta koszulka ? - zapytał jeszcze raz a ja spojrzałam na niego uważnie.
- Najlepiej luźna. - powiedziałam a on pokiwał głową.
- Wiesz..ja..um mógłbym ci dać moją - wyjąkał a ja się podniosłam.
- A ty będziesz świecił gola klatą ? - zapytałam a on się roześmiał.
- Mam koszule która mogę zapiąć..i jeszcze koszulkę z drużyny poradzę sobie a ty nie. - powiedział pewniej.
- Zrobił byś to ? - zapytałam starałam się aby mój głos brzmiał chłodno.
- Ta czemu nie. Potraktuj to jako przysługę a nie pomoc bo wiem że jej nie przyjmiesz. - powiedział wchodzą na korytarz prowadząc do szatni.
- Oddam ci kiedyś ta przysługę - powiedziałam chcąc otworzyć drzwi do damskiej szatni ale on przytrzymał mój nadgarstek.
- Nie mogę wejść do damskiej ale w męskiej nikogo nie będzie - powiedział a ja kiwnęłam głową.
Rzeczywiście miał racje, chłopaki musieli już wejść na sale ponieważ szatnia świeciła pustkami.
Rzuciłam swoja torbę na ziemię i poszłam za szafki ubrać leginsy.
Postanowiłam się nie przejmować i w samym staniku poszłam po koszulkę do Luka który ją właśnie ściągał.
Była bym dziwna gdybym nie popatrzyła na jego wyrzeźbiony brzuch i klatkę piersiowa.
Chłopak popatrzył na mnie zaszokowany ale podał mi koszulkę z logiem Nirvany.
Gdy ją założyłam okazało się że sięga mi prawie 5 cm nad kolanem i jest idealnie luźna.
Popatrzyłam jeszcze raz na chłopak który już zapinał koszulkę.
- I jak.? - zapytałam obracając się w miejscu.
- Może być - powiedział uśmiechając się. - Wyglądasz uroczo.
Popatrzyłam na niego spode łba wiedział że nienawidzę tego słowa. Miałam już wyjść z sali ale coś mnie tknęło, podeszłam do chłopaka i pocałowałam do w policzek a on biedaczek stal sparaliżowany moim nagłym ruchem.
- Dziękuję. I może nie jestem dziwka ale jestem wredna suka która nie jest urocza - wyszeptałam mu do ucha po czym poszłam do sali przyciągając materiał jego koszulki do nosa.
Pachniała bardzo dobrze męskim dezodorantem i miętą.
Gdy otworzyłam ciężkie drzwi wszyscy przerwali rozmowy ponieważ spodziewali się Iana.
Kiedy skończyłam rozciąganie do sali wszedł Ian.
Nie powiem był on przystojny i miał 21 lat. Nie był to jakiś podrzędny małolat jak Styles który jest w moim wieku. Co z tego że wygrał konkurs taneczny i dyrektor go prosił, uczniowie nie powinni uczyć uczniów. Ale wróćmy do tematu.
- Fajna bluzeczka Effy czy ja jej nie widziałem na kimś innym.? - zapytał łapiąc kawałek bluzki Luka.
- Ta zapewne, czekaj..na połowa chłopaków z tej szkoły - powiedziałam sarkastycznie a on przewrócił oczami.
- Dobra zaczynamy od 1 - krzyknął włączając muzykę.
Gdy usłyszałam pierwsze takty As Long As You Love Me zamknęłam oczy i zaczęłam poruszać się w rytm muzyki. Lubiłam taniec ale nie kochałam tego jak muzyki.
Gdy tańczyłam byłam tylko ja i muzyka.
Gdy byłam w połowie układu dociskając pięść do piersi i lekko uginając kolana kiedy ktoś na mnie wpadł przez co ja popchnęłam kolejne osoby.
Otworzyłam oczy i popatrzy lam wściekła na Elene.
- Ja..Effy..to znacz..yyy..Przepraszam - wyjąkała przerażona dziewczyna, patrzyła raz na mnie a raz na wściekłego Iana zaczyna się.
- Która z was nie udolna idiotka pomyliła najlepszy i najłatwiejszy krok - krzyknął wyłączając muzykę. Spojrzałam na Elene która była blada jak ściana.
- Ja.- powiedziałam tak żeby mnie usłyszał.
- Kłamiesz. Ty nigdy nie mylisz kroków. - powiedział podchodząc do mnie.
- Nigdy nie mów nigdy. A niby po co miałabym kłamać ? - zapytałam ironicznie.
- Żeby chronić kogoś - powiedział opierając się o lustro obok mnie.
- Czy ja kiedykolwiek komuś pomogłam.? - zapytałam a on zaprzeczył. - Pomyliłam kroki.
Ian westchnął i odpuścił nam resztę lekcji.
Gdy przebierałam się w szatni, podeszła do mnie Elena.
- Co jest. ?- zapytałam wkładając swoje trampki.
- Dziękuję. - wyszeptała i zrobiła coś nie spodziewanego przytuliła mnie. Na początku stałam sztywna ale później nie zgrabnie objęłam ją w pasie.
Uważałam że Elena to najbardziej niewinna i wrażliwa dziewczyna w liceum. Widać to po tym że mnie przytula jakbym jej uratowała życie.
- Elena..przestrzeń osobista - powiedziałam delikatnie ją odpychając.
- Przepraszam. Dlaczego mi pomogłaś..? Słyszałam że ty nikomu nie pomagasz - powiedziała rumieniąc się.
- Potraktuj to jako przysługę. A gdy ktoś się spyta powiedz że w zamian masz mi zrobić lekcje czy coś - powiedziałam wkładając na ramie swój plecak.
- Dobrze - wyszeptała i wybiegła z szatni a ja zmęczona opadłam na podłogę opierając czoło o butelkę wody którą trzymałam w dłoni.
Nie chciałam nigdzie się ruszać, nie byłam głodna wiec nie muszę iść na lunch.
Lubiłam czasami siedzieć sama, mogłam wtedy sobie wszystko przemyśleć. Na przykład to co się ze mną dzieje.
Pomagam ludziom, jestem miła i całuje Hemmingsa (co z tego że w policzek )..Mam nadzieje ze nie spotkam go do końca dnia bo to za dużo. Moją samotność przerwała Carolnine która usiadła obok mnie ze łzami w oczach. Czy może być jeszcze gorzej..? Nienawidzę płaczu ludzi..nienawidzę słabości.
- Co jest.? - zapytałam patrząc na przyjaciółkę, z Carolin łączą mnie o wiele lepsze stosunki niż z Seleną może dlatego że znamy się dłużej lub jesteśmy podobne.
Dziewczyna tylko płakała..czasami tylko dotykała swojego czerwonego policzka i znów Zalewała się łzami.
- Liama..on z tą suką..schowek - wyjąkała.
- Liam pieprzył Jade w schowku ty ich nakryłaś i uderzyłaś Liama a on ci oddal. - powiedziałam a ona tylko pokiwała głową.
- Miłość jest do dupy - powiedziałam klepiąc dziewczynę po plecach a ona jęknęła.
- Nie mów tak Effy..- powiedziała biorąc łyka mojej wody.
- Harry zdradził Selene z Oliverem. Luka zdradziła Jade z Tomilsonem. Liam zdradził cię z Jade...Miłość jest do dupy i dla tego nie bawię się w nią i w jakieś pieprzone związki. - powiedziałam wyliczając na palcach, tego że nie bawię się w to mają inne powody ale ona nie musi ona znać.
- To że trafia się na złych ludzi nie oznacza że nie trafisz nigdy na dobrego. - powiedziała dziewczyna a ja prychnęłam.
- Caroline nie praw mi morałów o miłości. Bo twoja kochana Miłość cię zdradziła i przez twoją kochaną miłość masz to - powiedziałam podciągając rękaw jej bluzy gdzie znajdowały się 4 czerwone kreski. - Za zdradę..Za zakochanie..Za nie bycie dość dobrą..Za wszystko...
Dziewczyna spojrzała na mnie i kiwnęła głową. Pogładziłam palcem rany tak bardzo podobne do tej co mam na policzku.
- Nie licz na to że ktoś pokocha cię gdy ty nie kochasz siebie. - wyszeptałam i wstałam. - Chodź idziemy skopać tyłek Liamowi.
- A możemy iść na stołówkę..? - zapytała z nadzieja a ja się zgodziłam.
Gdy weszliśmy do zatłoczonej stołówki, przejechałam wzrokiem po wszystkich stolikach szukając wolnego miejsca. Nasz stolik był zajęty przez cheerleaderki z innej szkoły które miały zawody w naszej.
Mój wzrok zatrzymał się na stoliku obok okna przy którym siedział sam Luke. Co było w tym dziwnego..? Że zazwyczaj siedział z Michaelem, Jade, Perrie i resztą popularnych..Zapomniałam ze oni wykluczyli go ze swojej grupy bo pomógł w bójce naszej ekipie. W ogóle spędza z nami więcej czasu.
Westchnęłam i pokazałam Caroline że mam zamiar z nim siąść, ona uniosła brwi i skierowała się do stolika cheerleaderek.
- Gdzie masz przyjaciół - zapytałam siadając na przeciw niego.
- Gdzie masz mózg.? - zapytał naśladując mój głos a ja przewróciłam oczami. - Po co tu w ogóle siadasz.?
- Bo żal mi się ciebie zrobiło. - powiedziałam arogancko a on prychnął. - No proszę Effy ma uczucia.
- Nie wydaje mi się - powiedziałam otwierając swoją sałatkę.
- Dobra. Jak tam chcesz. Ale się nie odzywaj - powiedział jedząc swojego hamburgera.
- Kumple cię wykluczyli - zapytałam wskazując na stolik "popularnych"
- Czego w słowie nie odzywaj się nie zrozumiałaś. - zapytał ironicznie.
- Twojego rozkazu. - warknęłam wkładając pomidora do ust.
- Ah tak tobie nikt nie rozkazuje. - przewrócił oczami. - W sumie to ja sam och zostawiłem. Miałem dość fałszu i oszustw.
Uniosłam brwi, to coś nie spotykanego żeby ktoś zostawiał popularnych. To raczej oni zostawiają ciebie. - A po za tym Niall powiedział że dobrze zrobiłem i że dzięki temu że zmądrzałem mogę do nich..was dołączyć.
- Gdzie dołączyć ? - zapytałam głupio.
- Do waszej paczki, wszyscy się zgodzili - powiedziała uśmiechając się wrednie.
Nic nie powiedziałam tylko wzięłam do ust kolejny kawałek sałatki.
- Naprawdę.? - zdołałam wydusić a on kiwnął głową. - Dostałeś od niego jeszcze zioło.?
Zapytałam ściszając głos, a on zakrztusił się swoja wodą.
- To chyba nie jest twój zasrany interes Hood - warknął a ja się roześmiałam widząc jego minę spoważniałam.
- Powiem ci jedno, kiedy on kogoś sobie wybierze będzie cię szantażować do końca twojego jebanego życia. Twój ojciec to będzie najmniejszy problem. Jeśli chcesz dragi po gadaj z Louisem on może ci załatwić dobre a dość tanie. Jeżeli dostaniesz jeszcze jeden list daj mi znać, bo wystarczy że jedna osoba ma zjebane przez niego życie. - powiedziałam mu patrząc w jego oczy które zdradzały strach i zdenerwowanie.
- Skąd ty to wszystko..- zapytał ale na przerwałam.
- Wiem dużo rzeczy - powiedziałam, gdy brałam swoją tace rękaw mojej bluzy się podwinął pokazując rany na nadgarstkach. Luke otworzył szerzej oczy, a ja szybko się z stamtąd ulotniłam
Miałam teraz godzinę wolną a ze względu na to że moi kumple pojechali na jakiś mecz nie mam z kim spędzić tej godziny. Poszłam do gabinetu pani Cream i zapukałam cicho.
- Proszę - usłyszałam jej głos gdy weszłam do środka.
- Mam teraz godzinę wolną i myślałam że mogę przyjść teraz. - powiedziałam siadając na czarnym krześle.
- Oh tak oczywiście. Usiądź tam a listy masz na biurku. - powiedziała wskazując na mały stolik w kacie pokoju.
Usiadłam we wskazanym miejscu, na stole leżało mnóstwo białych kopert.
- Skąd pani wie komu je dać.? - zapytałam obracając biały papier pomiędzy palcami.
- Te listy są anonimowe ale uczniowie chcący uzyskać odpowiedź zostawiają adres skrytki pocztowej którą posiada każdy uczeń ale on jedyny wie która jest jego. Pokiwałam głową, ja też posiadałam skrytkę ale nigdy jej nie używałam.
- Musisz przeczytać list i postarać się tej osobie pomóc. Pokaz mi pierwszy jaki napiszesz. - powiedziała nie odrywając wzroku znad komputera.
Odgarnęłam kosmyki włosów z twarzy i otworzyłam pierwszy list.
Był on bardzo krótki, ale czułam ból dziewczyny go piszącego.
Jestem niewidzialna. Niby mam przyjaciół ale oni również często mnie nie zauważają. A moja przyjaciółka zajmuje się zabieraniem chłopaków do których coś czuje. Jak żyć..??
Przez jakiś czas się zastanawiałam co napisać dziewczynie która jest niewidzialna. Po wielu namysłach napisałam.
Droga Niewidzialna.
Pytasz się mnie jak żyć. Jeśli ty nie wiesz jak żyć to skąd ja mam to wiedzieć..? Jeśli chcesz przestać być niewidzialna to to zrób. Pokaż znajomym że ty też tu jesteś, jeśli będziesz siedzieć w koncie nikt cię nie zauważy. Rusz dupę i zacznij działać
Trzymaj się.
Bezbarwna.
Gdy pokazałam pani Cream swoja odpowiedz pokiwała głową z aprobatą.
- Tylko co to za podpis.? - zapytała wskazując swoje wymyślone pseudo.
- Było by dobrze żeby ktoś wiedział że rzeczywiście ktoś to czytał. A słowo bezbarwna to pierwsze słowo jakie miałam na myśli. - powiedziałam wzruszając ramionami.
Ona się zgodziła i kazała kontynuować.
Odpisywałam na listy kolejne 30 minut, ale moją uwagę skupiła czarna koperta leżąca pod wszystkimi. Była również najgrubsza spojrzałam na panią Cream jednak ona mnie ignorowała, zegarek nad jej głową wskazywał że za 2 minuty zadzwoni dzwonek. Musiałam przeczytać tą kopertę dziś.
- Proszę pani mam przyjść na przerwie ? - zapytałam trzymając ją pod ławka.
Jeśli powie że tak zostawię ją tu, jeśli jednak powie że nie wezmę ją ze sobą i odpisze tej osobie w domu.
- Przez godzinę zrobiłaś tyle ile przez te wszystkie przerwy, nie musisz przychodzić później, jutro się widzimy z samego rana o 7:30 posiedzisz u mnie do początku lekcji. Dobrze.? - zapytała poprawiając swoje okulary.
- Oki - powiedziałam nie zauważalnie wsuwając kopertę do torby. - Narka.
Wyszłam trzaskając drzwiami, w tym momencie zadzwonił dzwonek a korytarz zapełnił się uczniami.
Wyjęłam telefon i zaczęłam odpisywać na SMS od Nialla, Louisa, Caluma.
Przez resztę lekcji myślałam o tajemniczej kopercie leżącej w moim zeszycie.
Moje rozmyślania przerwał Ashton gdy wychodziłam z sali od Matematyki.
- Ty też dzisiaj masz kozę ? - zapytał lekko trącając mnie ramieniem.
- Ta niestety a ty nie jesteś przypadkiem na piątek ? - zapytałam patrząc na niego.
- Dzięki Niallowi dyro przeniósł mnie na dzisiaj. - Wzruszył ramionami. - Powiesz mi co ci się stało ?
Popatrzyłam na niego próbując zrozumieć o co on pyta, chłopak patrzył na mój policzek.
- ah..Nikt o to nie pytał i zapomniałam. - powiedziałam śmiejąc się.
- Nikt nie interesuje się tym że masz rozwalony policzek i pocięte ręce ? - zapytał zdziwiony Ashton ale to ja byłam bardziej zdziwiona że zauważył.
- Widziałeś ? - zapytałam podnosząc rękawy swojej bluzy.
- Tak. Ale wiem że sobie ich nie zrobiłaś, to bardziej rany takie jak te na policzku czyli nie chciane. - powiedział wkładając swoje ręce w kieszenie czarnych spodni.
- Skąd wiesz że sobie ich nie zrobiłam ? - zapytałam chłopak mnie zaintrygował.
- Jesteś na to za silna i nie głupia żeby ciąć widoczne miejsca. - powiedział otwierając mi drzwi do sali kar.
- Masz racje, ale tylko ty jesteś na tyle mądry - westchnęłam siadając w podłużnej ławce.
- Wiesz co załóż je - powiedział ściągając swoje bransoletki z ręki,miał ich wiele : gumowe, skórzane, wyszywane itp.
Delikatnie założył je na moją rękę tą najbardziej poranioną, było ich tyle że zasłoniły prawie cały pocięty nadgarstek.
- Dziękuję - wyszeptałam. - Co chcesz w zamian..?
- Czemu miałbym chcieć coś w zamian za pomoc.? - zapytał zdziwiony.
- Zawsze ludzie chcą coś w zamian - powiedziałam siadając.
- Dobrze. Jeśli tak to w zamian chce prawdy o tym co ci się stało w policzek. prawdę i tylko prawdę. - powiedział chłopak zaglądając mi w oczy.
- To dość drażliwy temat - powiedziałam pierwszy raz spuszczając wzrok.
- Powiedz, ulży ci - powiedział a westchnęłam głośno - Effy możesz mi ufać. Może nie znasz mnie na tyle ale..
- Właśnie Ashton nie znam cię abym chciała. - Powiedziałam opierając się krzesło.
- Dlaczego ? - zapytał chłopak szeroko się uśmiechając.
- Wydajesz się kimś ciekawym. I polubiłam cię od razu a ja bardzo powoli się przywiązuje do ludzi. - powiedziałam bawić się czarną bransoletką.
- Masz czas w niedziele ? - zapytał a ja kiwnęłam głową. - Spotkajmy się pod szkołą o 15 zabiorę cię gdzieś i się poznamy.
- Jak chcesz - powiedziałam jak najciszej bo do klasy weszli Luke, Michael, Perrie. Wszyscy usiedli w jednym kole na końcu klasy, ja i Ashton do nich dołączyliśmy.
- Chcą nie chcąc musimy być zespołem. Wiec trzeba zacząć współpracować. - powiedziałam obojętnie. - Mamy 2 tygodnie na wymyślenie Nazwy, Logo, Typu muzyki i wyjaśnienia tego Logo a dodatkowo przydzielić kto na czym gra.
- Troche tego jest - powiedziała Perrie nawijając pasmo blond-różowych włosów.
- Zacznijmy od najłatwiejszego. - powiedział Michael - Kto na czym chce grać.
- Gitara - powiedziałam równo z Lukiem. Wyciągnęłam telefon i odczytałam wiadomość od Nialla.- Niall śpiewa.
- Skąd to wiesz.? - zapytał głupio Michael.
- Telefon jełopie - powiedziałam machając mu Wiadomości od Nialla mu przed nosem.
- Dobra ja mogę grać na bębnach - powiedziała Perrie a ja otworzyłam buzie.
- Umiesz..? - zapytałam a on kiwnęła głową na udowodnienie swoich słów zaczęła wybijać rytm mojej ulubionej piosenki.
- A ty ciole ? - zapytałam Michaela a on wzruszył bezradnie ramionami. - Gitara.
- Są już dwie gitary. - powiedziałam oschle.
- Może ty będziesz robiła chórki twojemu chłoptasiowi. - powiedziała Perrie na co ja się skrzywiłam, chciałam jej odpyskować ale Luke szybko powiedział.
- Michael może grać na Basowej ja na..- przerwałam mu.
- Ty na akustycznej a ja na elektrycznej - powiedziałam uderzając palcami o uda.
- Może być - powiedział Luke chcąc uniknąć kłótni.
- Mamy pomysł na nazwę ? - zapytała dziewczyna a ja wzruszyłam ramionami.
- Nie mam pojęcia. Może innym razem - powiedziałam siadając znów na swoje miejsce.
W klasie panowała cisza, każdy był zajęty swoimi sprawami. Ja bawiłam się swoim telefonem, pisząc z Niallem lub Louisem a nawet z Maxxim który opisywał jak źle się czuje z tym że nakarmił Selene. Przewróciłam oczami i napisałam ze spotkamy się dzisiaj o 21:00 w parku obok mojego domu.
Zdenerwowałam się gdy zobaczyłam wiadomość od Caluma.
Od : Calum.
Effy nie wracaj do domu. Nie możesz zostać z tym psychopatą sama. Najlepiej spędź czas do mojego przyjazdu u Seleny.
Calum x.
Odpisałam krótkie "ok", i zadzwoniłam do Seleny.- Hallo ? - powiedziała nieprzytomnie.
- Selena mam do ciebie sprawę. Mogłabym u ciebie nocować do końca tygodnia ? W sumie to do piątku. - zapytałam wiedząc ze dziewczyna się zgodzi.
- Tak. Pewnie Effy wpadaj kiedy chcesz - powiedziała i się rozłączyła.
Resztę mojego szlabanu przespałam, obudził mnie Michael głośno wychodząc z sali.
Przypominając sobie o Czarnej kopercie pobiegłam w stronę parku gdzie usiadłam na ławce pod starym dębem.
Patrzyłam jeszcze przez chwile na kopertę którą po chwili otworzyłam. Przegryzając wargę zaczęłam czytać list.
Czy to nie śmieszne...? Pisać do osoby której nie obchodzi to co przeżywasz, do osoby która nigdy cię nie zrozumie a będzie pisać że rozumie.
Dlaczego pisze ten list.? Bo problemy są jak ciężki balast na plecach trzeba je na chwile zdjąć by móc odetchnąć. Ja właśnie teraz zdejmuje ten balast, który po chwili wróci jeszcze cięższy.
Wiec nieznana mi osobo powiem ci tyle..Wpadłem w ogromne gówno, zaczynam tracić nadzieje że coś się naprawi.
Zaczęło się niewinnie od słów " Weź będzie lepiej " wziąłem i rzeczywiście to coś dało mi poczucie szczęścia którego dawno nie zaznałem. Stało się to moim lekarstwem, coś jak cieciem dla innych. Za każdym razem gdy miałem dość brałem i było lepiej ale jak pewnie wiesz tylko na chwilę.
Po jakimś czasie wszystko zaczęło się sypać.
Moja dziewczyna...cóż mamy inne poglądy w sprawie miłości.
Moja matka ona..popełniła samobójstwo. Dlaczego..?? Bo zobaczyła jakie ma paskudne dzieci. Zauważyła że wychowała egoistyczne gnoje którym jestem ja i reszta mojego rodzeństwa.
Mój ojciec nie wytrzymał, stwierdził ze ma dużo pracy i zostawił nas na 3 miesiące. Gdy wrócił z niezłą sumką na koncie i nową laseczką.
Chciał zastąpić osobę nie do zastąpienia.
Wiesz jak dla mnie to się skończyło ? Byłem bardzo smutny a dotychczasowe cosie mi nie wystarczyły. Byłem na nietypowej imprezie a moim " Przyjaciele" chcieli mi pomóc proponując Heroinę.
Było mi tak źle...Zgodziłem się.
Byli mi tak dobrze..zero smutku zero uczuć...jak w jakimś innym wymiarze.
Moje szczęście skończyło się na czyszczeniu żołądka i uderzeniu przez ojca.
Trafiłem na odwyk.
Tam też nie było za wesoło, zniszczyli mnie. Wyprali mózg i wypuścili myśląc że jest dobrze.
Nie było..!!! Nie jest i nie będzie..!!
Tym razem to ja uzależniam ludzi. Tym razem to ja jestem tym popierdoleńcem który niszczy życia.
Tym razem to ja sprawiam że ludzie czują szczęście.
Chce z tym skończyć..?? NIE WIEM. Jestem ja i jest on.
Jesteśmy jednym ciałem.
Wystarczy że po szkole zaciągnę się raz a on przejmuje moje życie.
Najgorsze jest to że ja wszystko pamiętam. Najgorsze jest to że nie mogę tego zatrzymać.
Nie chce pomocy.
Nie chce współczucia
Chce by ktoś mnie wysłuchał.
Niszczyciel.
Gdy skończyłam czytać list poczułam metaliczny sam w ustach. Przegryzłam wargę do krwi, ale to było nic w porównaniu z tym co przezywa chłopak.
Ma zniszczone życie i to przez podobne problemy do moich. W pewien sposób poczułam jakiś rodzaj więzi miedzy mną a nim.
Chciałam mu pomóc ale on nie chce pomocy. Jedyny co mi zostało to napisać do niego w sposób Effy a nie w sposób pani Cream.
Wyjęłam zeszyt do piosenek i wyrwałam jedna kartkę.
Zaczęłam pisać.
Drogi Niszczycielu...
.
.
.

